Obiektywizm a polityka

Zapraszamy do kolejnego artykułu z cyklu "Oczami obiektywisty" - tym razem o polityce.

Polityka stała się w dzisiejszych czasach bardzo negatywnym określeniem, a polityk został zdegradowany (a w zasadzie sam zdegradował się) do roli prostytutki, czy błazna, dzięki czemu większość ludzi patrzy z obrzydzeniem na politykę, a reszta się nią po prostu nie interesuje. Dlaczego tak się stało? W jaki sposób przeszliśmy drogę od faraona, poprzez rzymskiego cesarza, króla Polski, aż do premiera i prezydenta RP?

 

Wystarczy szybka analiza, by dojść do wniosku, że im większy wpływ na ludzkie życie ma władca, czy rządy oraz im większy współczynnik woli większości przy wyborze władz, tym większy proporcjonalnie bałagan w państwie i poziom degrengolady na scenie politycznej. Oczywiście wszyscy dookoła mają dość prostą receptę na obecny stan rzeczy - więcej demokracji. Wszyscy Ci ludzie bazują na złym aksjomacie, iż demokracja = wolność jednostki. Wyjaśnię pokrótce jak to mniej więcej działa, na przykładzie nieistniejącego państwa.
Rząd zajmuje się dyplomacją, sądownictwem, policją, wojskiem. Posiada szczątkową administrację, ma zdrowe prawo i mądry rząd, niskie podatki. Ludziom wiedzie się bardzo dobrze, korzystają z prywatnej opieki zdrowotnej, prywatnej edukacji, pracują za godziwe pieniądze lub prowadzą własną działalność. Znaleźli się jednak ludzie, którym nie pasuje to, że muszą zarabiać na własne utrzymanie, że obijając się nie przeżyją w takim systemie. Takie osobniki stwierdziły, że nie oni chcieliby płacić za szkoły swoich dzieci. Że fajnie by było, jakby szkoły były za darmo. Zaczęli, więc siać zamęt i poruszenie, a niektórzy cwani politycy stwierdzili, że taki postulat jest na tyle populistyczny, że może pozwolić im dostać się do władzy. Zaczęli, więc wspierać tę grupę ludzi i rozpropagowywać ich hasła bezpłatnej, państwowej edukacji. Spora część ludzi, którzy nie znają się na ekonomii i polityce (bo po co im to w normalnym kraju) stwierdziła, że to miło nie musieć płacić za szkołę, więc poparli pomysł, nie wiedząc co kryje się za tym hasłem. Populiści wygrywają wybory i udaje im się wprowadzić państwową edukację. Oczywiście mówi się, że szkoły są darmowe, jednak to nie jest prawda, edukacja opłacana jest z podatków, które trzeba podnieść. Póki co wpływy do budżetu wzrastają, jednak szybko są marnotrawione. Powstają kiepskie szkoły, w których połowa środków idzie na biurokrację, efektem ludzie płacą więcej niż za szkoły prywatne, a wmawia się im, iż są bezpłatne. Od razu potem rwetes podnoszą ludzie, którym nie chce się płacić za służbę zdrowia, czy inne gałęzie gospodarki. Potem przychodzi czas na jeszcze inne usługi, refundacja produktów (co czyni je droższymi), przywieje dla jednych, kary dla drugich itd. Politycy chcą dalej być wybierani, więc ulegają namowom, podkręcając śrubę obywatelom przy okazji. Mądrzy politycy, którzy chcą dobrze dla kraju, a nie jedynie być widowiskiem dla mas, mówią o likwidacji "darmowych" usług państwa, mówią o powrocie do tego co było i działało dobrze, jednak w rumorze populizmu są całkowicie zagłuszeni. W pewnym momencie wydatki Państwa rosną do tak monstrualnych rozmiarów, że wpływy z podatków są niewystarczające do działania państwa, zaczyna się zadłużanie. Podatki rosną, jednak przynoszą coraz mniejsze wpływy, ludzie uciekają do szarej strefy lub do innego kraju. Zaczyna się kryzys państwa, jednak politycy by uspokoić tłum obiecują jeszcze więcej rzeczy za darmo. Ludzie wybierają ich dalej, z nadzieją że jednak będzie lepiej, a mądrych polityków już prawie nie ma. Uciera się schemat polityka kłamcy i populisty, ludzie żądają więcej demokracji, bo chcą zmienić obecny stan rzeczy, a wmówili im, że demokracja = wolność, więc dostają więcej demokracji i wybierają kolejnych, którzy obiecują jeszcze więcej darmowych rzeczy. Państwowy moloch już ledwo trzyma się na nogach, podpierając licznymi kredytami, które okazują się dodatkowym obciążeniem. Zaczynają się protesty, a politycy w obawie przed rozruchami, zaciągają kolejne długi, by opłacić lepiej swoje gwardie - wojsko i policję. Ostatni krok to rewolucja i rozlew krwi. Reszta już zależy od jednostek, które będą miały wpływ na kształtowanie nowego porządku.
To nie scenariusz filmu katastroficznego, ani komedii. To rzeczywistość, w której przyszło nam żyć. My, obiektywiści, mamy wyjątkowo ciężko, ponieważ jesteśmy świadomi jak wiele ludzkość straciła i przejadła przez ten cały okres, który zdegradował nasz świat, spowodował regres cywilizacyjny.
Wszystko sprowadza się do zasady, że każdy człowiek ma prawo do swojego życia i jedynie on, nikt inny. Pogwałcenie tej zasady, jak widzimy prowadzi poprzez kłamstwa, zdradę, cierpienie do śmierci. Trzymajmy się tej zasady, szanujmy życie innych ludzi, bo to najwspanialsza rzecz jaką nam dano. Egoizm nie jest zły, troska o własny interes nie jest zła, wola życia nie jest zła – jednak granicą jest wolność i życie innych osób. Na tym buduje się prawdziwie wolne społeczeństwo. To było i działało, wróćmy do czasów kiedy wolność człowieka i jego życie były respektowane. Gdzie liczy się każdy z nas jako jednostka, nie wszyscy jako bezmyślny tłum.

KJS

27-10-2021, 00:19

Valid XHTML & CSS | Design by: LernVid.com